Bajki o Dzielnych Rycerzach

« Strona 1, 2, 3 ... 39 »

O KLIMACIE


Dzielny rycerz Stefan leżał właśnie na dachu swojej warowni. Na głowie miał nowy, wspaniały szyszak przeciwsłoneczny z przydymianymi piórami. Zbroję opiekało mu słoneczko, a w prawej rękawicy trzymał rosą pokryty puchar z zimnym napitkiem. Mrużył d.r. Stefan oczka i myślał sobie, że jest bardzo szczęśliwym dzielnym rycerzem na urlopie…

Niestety, krótki był jego wypoczynek. Już go bowiem wypatrzył ze swojej warowni d.r. Helmut i wnet w odwiedziny przyjechał. Uprzednio puścił jeszcze gołębia pocztowego, poleconego, do rodziny za borem mieszkającej, żeby do kurortu na wakacje zjechali.

A że daleko rodzina nie mieszkała, jeszcze tego samego dnia zjawiły się cztery ciotki z potomstwem.

Jakoż zobaczyli zjazd rodzinny rozbójnikowie leśni i wymyślili, coby na turystów napaść. Ale nim kupę zbrojną zebrali, turyści do warowni zdążyli dotrzeć. Takoż i oblężenie regularne się rozpoczęło.

Następnego dnia zjechały ze dwie setki gapiów, którzy jedli, rozrabiali, a przyglądali się oblężeniu, zakłady różne czyniąc. Stawki były nawet wysokie, bo nikt nie był pewien, czy zbóje do warowni się wedrą. A słonko nadal prześlicznie świeciło…

Po tygodniu jednakże, kiedy wokół warowni d.r. Stefana zebrało się już około siedemdziesięciu czterech tysięcy ludzi, przyszło rozwiązanie problemu przeludnienia. Otóż fama o pięknym, a doskonałym do wypoczynku miejscu rozeszła się po świecie. Obfitość ludzi i dóbr wszelakich ściągnęła w okolicę smoka…

Turyści wynieśli się w ciągu godziny zostawiając setki tysięcy ton papierów i puszek po piwie. Oblężenie też się skończyło, bo nie zostało już nic ciekawego do zdobycia, a i okolica stała się niebezpieczna…

Wszyscy więc umknęli oprócz oczywiście d.r. Stefana, no i smoka….


05/09/2010
« Strona 1, 2, 3 ... 39 »

  1. Brak komentarzy, jeszcze.
(nie będzie widoczne)