Dzielni rycerze Stefan i Helmut wybrali się tego dnia na wyprawę wojenną. Dzień był sposobny po temu, bo słonko przypiekało radośnie, a wiadomo, że raźniej jest dzielnym rycerzom podróżować w rozgrzanej zbroi. Mogli się bowiem na wyprawę zimą wybrać, albo, co gorsza, w czasie burzy i gradobicia…
Cel wyprawy był oczywisty. Dzielni rycerze Stefan i Helmut postanowili pomścić pewnego błędnego rycerza, który walczył z wiatrakami. Błądził ów rycerz, błądził, aż pewnego dnia napadły go dwa wiatraki i po pysku naprały, i uciekły. Tak głosi legenda….
Dzielni rycerze Stefan i Helmut wypatrywali wiatraków już od wielu godzin.
- Widzę jednego – rzucił d.r. Stefan.
- Ja chyba też – odrzucił d.r. Helmut.
Istotnie na horyzoncie zamajaczyły ramiona potężnego wiatraka. Spięli tedy rumaki dzielni rycerze ostrogami i popędzili. I natarli z impetem, i huk się rozległ straszliwy, i wywrócili się obaj. Ale wnet żwawo wskoczyli na koniki, które aż stęknęły od ciężaru ich zbroi. I ponownie natarli, i znów wiatrak był górą…
Pewnie by zmogli dzielni rycerze wiatrak potężny, gdyby nie fakt, że wylazł ze środka jakiś facet w białym fartuchu z dwururką w łapie.
- Czego mi tu łomocą? – rzucił facet.
- Pryskamy – rzucił półgłosem d.r. Stefan. I prysnęli, bo nie przystoi dzielnym rycerzom czekać, aż plebs broń palną zarepetuje i w stan rycerski wymierzy. Uznali poza tym, że to nie wiatrak, lecz młynarz jakiś owego legendarnego rycerza palnął w przyłbicę. Zaś wobec takiego wniosku sens wyprawy legł w gruzach. Wiatrak natomiast pozostał nietknięty…

Najnowsze komentarze