O KRASNOLUDKACH


Pewnego dnia d.r. Helmut wybrał się do lasu na grzyby. Nie było by w tym fakcie nic takiego, gdyby nie to, że d.r. Helmut nie lubił grzybów. Zgodnie z zasadą, że nie lubił tego, na czym się nie znał. A nie lubił prawie wszystkiego…

Jednak czując w powietrzu pozytywne wibracje postanowił stać się lepszym. I zamiar swój w czyn wprowadził.

Jakoż i nazbierał kosz pełen purchawek, które wydały mu się szalenie ucieszne i interesujące, i już do dom się kierował, gdy w leśnym półmroku ujrzał grzyb świecący.

Nie był to, jak się spodziewał d.r. Helmut promieniujący magią zapomniany grzybek. Nie była to pamiątka elektrowni wodnej, która się onegdaj na skraju lasu spaliła, bo nikt nie wiedział do czego służy, więc po co ma stać, skoro może się spalić. Nie była to pozostałość po balonowym statku powietrznym d.r. Stefana, gdyż ten spłonął zanim spadł na ziemię.

Był to najzwyklejszy w świecie grzybek.

Choć trzeba przyznać, że zazwyczaj grzyby nie próbują świecić.

Pochylił się tedy d.r. Helmut i przyjrzał maleństwu. I jakież było jego zdumienie, gdy ujrzał, że grzyb wyposażony jest w malutkie drzwi, komin, z którego wije się smużka dymu, i okna. Okiennice były akurat otwarte, więc światło padało ze środka na łąkę…

Zajrzał d.r. Helmut do wnętrza przez okienko, i obaczył małego człowieczka na łóżku leżącego i przeglądającego czasopisma z obrazkami.

Jakież więc musiało być zakłopotanie d.r. Helmut, gdy człowieczek ujrzawszy wielkie oko zaglądające przez okno, chwycił kuszę opodal leżącą i w źrenicę wystrzelił. Jedynie niesamowity refleks uratował d.r. Helmuta, słońce bowiem zza chmury nagle wyszło i niesamowite refleksy na szybach uczyniło.

Ale już d.r. Helmut się zerwał i już umykać począł…

Mały facet wybiegł przed drzwi i wołać począł za nim:

– Niech cię tu jeszcze raz dorwę zboczeńcu, jak mi do chałupy zaglądasz, to nogi z tyłka powyrywam! Tacy jak ty, to tylko domy z korzeniami wyrywają, a smażą potem lubo w occie kąpią! Każdemu w lesie należy się odrobina prywatności i, jakem Robin Hood, ja tej prywatności dopilnuję!

Ale d.r. Helmut już tego nie słyszał. Biegnąc w chmurze z purchawek nagłym szarpnięciem uwolnionej zastanawiał się jeno dlaczego właściwie tak panicznie ucieka przed istotą niewiele większą od jego dłoni…

  1. Brak komentarzy, jeszcze.
(nie będzie widoczne)